idolatria blog

Twój nowy blog

Poezja nie ma korzeni. Czy może ma, lecz nie wyrasta z żadnego gruntu. Po prostu jest. Egzystuje w tym sensie, że lewituje(a my z nią, w niej, gdy ona w nas – taki warkocz, którego początku, ni końca nie widać, można jedynie badać jego materię).
Poezja jest snem, który możemy zafundować umysłowi nie zasypiając. Różnokolorową woalką codziennoszarej zwykłości. Matrycą symboli przykładaną do nieistotnych na innym poziomie zdarzeń.

Wydaje mi się…
że porównanie Wilhelma z Baskerville do Foresta Gumpa/czy też odwrotnie/ nie jest takie głupie…

strona 488, Wilhelm:

Nigdy nie powątpiewałem w prawdziwość znaków; są jedyną rzeczą, jaką człowiek rozporządza, by miarkować się w świecie. Tym, czego nie pojąłem, była relacja między znakami. (…) Dotarłem do Jorge, idąc za planempowziętym przez umysł przewrotny i przemyślny, a nie było żadnego planu, lub też Jorge przerósł jego początkowy plan, a potem zaczął się łańcuch przyczyn, współprzyczyn i przyczyn między sobą sprzecznych, które działały każda na swój rachunek, tworząc relacje niezależące od żadnego zamysłu. Gdzież była cała moja mądrość? Zachowałem się jak człek uparty, idąc za pozorem ładu, kiedy powinienem był wiedzieć dobrze, iż nie ma ładu we wszechświecie.
(…)
Trudno pogodzić się z myślą, że gdyby istniał ład, stanowiłby obrazę dla wolnej woli Boga i dla Jego wszechmocy. Tak więc wolność Boga jest naszą zgubą, a przynajmniej zgubą naszej pychy.

nie wiem czemu – te własnie słowa silnie kojarzą mi sie z postacią Gumpa:

kiedy za skrzywieniem niezrozumienia, bezradnej melancholii mówi, że wolałby by śmierć nie była częścią życia.

no i fenomenalna scena

- Jak ma na imię?
– Forest.
– Tak jak ja!
– Tak, ma imię po tacie…
– Jego tata też ma na imię Forest?!

tak więc, niebywała inteligencja z domieszką szerokiej wiedzy ogólnej prowadzi nas na tą samą bezwietrzną polanę co lekka niepełnosprawność umysłowa…
tak więc, bezwiednie, czy wiednie – dotrzemy, gdzie dotrzeć mamy choćbyśmy obrali różne drogi
tak więc, ostatecznym wnioskiem zawsze musi pozostać indolencja w wyciąganiu wniosków

Oto jak darmowa-gazeta-piątkowa
może człowieka wprowadzić w dobry nastrój na cały weekend
/albo jeszcza calej/:

Prezes NBP Sławomir Skrzypek jest uosobieniem niezależności.
Niezależnie, co mu każą, on to robi.

:))))))))))))))))))))))))))

Ja dostrzegam ją w tym, że zaczynam na poważnie… woleć spód bułki od góry. Co postrzegam jako kształtowanie się postawy zachowawczej.

Jedni moi znajomi upatrują się jej w swoim kucaniu i okrzyku „O, cholera!” gdy tzw. inni ludzie oblewają się szampanem w nocy z 31.12/01.01.

Inni w odwrotnie proporcjonalnym stosunku liczny wypitych piw ze znajomymi do liczny przeczytanych książek(na korzyść tych drugich).

Jeszcze inni liczą ją w ilości kartek okazjonalnych wysyłanych(co roku w coraz większej liczbie) na różne okazje(ma się rozumieć).

A szczególni – w „nabywaniu doświadczenia w zdobywaniu sympatii coraz to bardziej niedostosowanych ludzików”.

w hiszpańskim się się odmienia

a

el hombro el hombre

to najcudowniejszy bodźiec frazeologiczny jaki znam

tak sesyjnie…
jej styl, jej pozbawiona morału treść(…), koszmar, z którego została poczęta, wciąż nie śpi i włóczy się po ulicach

jej pozbawiona morału treść

i zastanawiam się nad tym,
że się zastanawiam – czytając – jakie wydarzenia w życiu skłoniły tego najmniej południowoamerykańskiego spośród Argentyńczyków do napisania Tych zdań,
do wykreowania Tych wydarzeń,
do używania Tych imion
(ej… Juan był już w Modelu… i Stella też chyba gdzieś… czemu? czemu Juan? czemu taki Juan?…)
i dlaczego wystkie imiona żeńskie, którymi się posługuje są jednosylabowe
(krótkie — płytkie?)
(krótkie — tragiczne?)
(krótkie — energiczne?)

jej pozbawiona morału treść

to w zasdzie przykre, że książek nie da się
postrzegać inaczej niż przez pryzmat życia
(czyjegokolwiek)
to w zasadzie wzniosłe, że książek nie da się
postrzegać inaczej niż przez pryzmat życia
(czyjegokolwiek)

jej pozbawiona morału treść

jak życie
(czyjekolwiek)

jej pozbawiona morału treść

że zaszłonocny huragan – miał miejsce z inicjatywy TVN’u. I być może również innych komercyjnych stacji.

Organizatorzy mieli na celu(oczywiście! nie pierwszy to już raz!) zakłócić sygnały nadawane przez jedyne ośrodki głoszące prawdę.
Tę jedyną! Jedyną prawdziwą pradę!
(Sic!)
(…)

(…)

(…)

(…)

//bez odbioru

ja wiedziałam, przewidziałam, przeczułam.
bo w dzisiejszych czasach wcale nie jest powiedziane,
że coś, co myślimy, że jest czymś, jest tym w istocie
(a może to nam się tylko śni?…)

tak więc ku mej tragedii
spojrzałam na metryczkę Rolady Ustrzyckiej
której skład skwitowany zastał:

produkt seropochodny*

i po to był nam wolny rynek…

*swoją drogą to się silnie kojarzy z innym takim produktem…
poprzedniej epoki…
a ja coś o zmianach pokoleniowych pisałam ostatnio…

tak mi się przypomniało
jakiś czas temu moją chęć sprawdzenia maila zaburzyła krótka informacja, nad linkiem, z wyboldowanym tytułem(nie, nie czerwonym…): Angelina Jolie przespała się z Colinem Farrellem!że ten link dołącząny do jakże szokującego stwierdzenia odsyłał do jakiegoś filmiku…
…jajakostudentkasocjologii kliknęłam oczywiście. bo jakoś tak… takie podejście do tzw.rzeczywistości społecznej mam, że… szukam drugiego dna, a potem dna tegoż dna;)
no i kliknęłam…
no i oglądam…
jakoś kiepska…
i patrze…
jest Agelina i jest Colin.
i siedzą na kanapie.
tyle, że jest też jakaś kobieta druga… jakby… dziennikarka…
i Colin nagle, acz spokojnie, niezbyt namiętnie…
przejeżdża koleżance po fachu po nodze. dłonią.

—KONIEC—

tak…

powraca barok i postmodernizm w umysłach i sercach młodszych niż starszych…

myślę, że jeśli nie już – to już niedługo zaczniemy zazdrościć naszym rodzicom czasów, w których żyli.
musieli zdobywać zakazane książki, musieli na nie czekać… ale jakaż ekscytacja towarzyszyła ich lekturze!
musieli ukrywać się z radioodbirnikami wsłuchując się w Wolną Europę
mieli jakieś marne kopie utworów Hendrix’a, Stones’ów… ale i tak wyczuwali w nich więcej, niż my w swoich idealnie lustrzanych CD’kach, discman’ach z kilkustopniową skalą bassssss

byli ludzie czerwoni i nieczerwoni,
donoszący i wynoszący

prawdy przemilczane, przekręcone,
skatowane i zamordowane

wszystko było czarne, lub absudralne…

…ale czyż nie było jednak łatwiej się połapać?
(kiedy wiadomo było w czym chciano, by się człowiek nie łapał)

no bo dziś… prezydent powie, głośno, pewnie:
„My jesteśmy tam gdzie wtedy, a oni…”
a oni redefiniują pojęcia, codziennie
od ZOMO, przez współpracę, po krzywdę i moralność

i okazuje się, że SB niczym innym się nie zajmowała, jak tylko fałszowaniem dokumentów
a IPN jest be krzyczą z lewa… i z prawa…

a nam zostaje lewitować
(albo dołączyć do znajomych na Wyspach Brytyjskich…)


  • RSS